Krucjata Różańcowa

Maryja pomaga mi czuwać PDF Drukuj Email
O Różańcu - Świadectwa
niedziela, 07 marca 2010 14:05

Opowieść Eugeniusza

Jestem samotnym pięćdziesięciopięcioletnim mężczyzną. Nigdy nie założyłem rodziny, miałem jednak ciekawe życie: wiele podróżowałem i zwiedziłem prawie cały świat. Z najbliższej rodziny mam tylko matkę. Była zawsze moim przyjacielem, wspierała mnie od najmłodszych lat. Ze wszystkich zakątków świata, które udało mi się odwiedzić, pisałem do niej kartki i listy, dzwoniłem. Czasami miałem wyrzuty sumienia, że zostawiam ją samą - mało już zaradną - na tak długo. Jednak ona cieszyła się z każdej mojej wyprawy.

Z wykształcenia byłem etnografem i zbierałem materiały do pracy doktorskiej o różnych kulturach świata. Mama była dumna z tego, że otworzyłem przewód doktorski, że wciąż się rozwijam. Czasem narzekała trochę na samotność, że to ani synowej nie ma, ani wnuków, ale nie miała mi długo tego za złe, gdyż moje pasje naukowe były jej wielką chlubą i nadzieją. Wiedziałem też, że moja mama szczególnie ceni sobie modlitwę różańcową, że - jak to ona mawiała - „nie wypuszcza różańca z rąk". Modliła się za mnie codziennie na różańcu, powierzając Maryi moje życie i przedsięwzięcia. Przyznam szczerze, że rozczulały mnie te jej słowa, ale nie przywiązywałem do nich większego znaczenia.

I tak obroniłem pracę doktorską i rozpocząłem habilitację. Mama ciągle była serdeczna i we mnie wpatrzona, ale zaczęła podupadać na zdrowiu. Miewała częste bóle głowy, z trudem się poruszała, ale jakoś sobie radziła. Widziałem, że potrzebuje pomocy, więc rzadziej wyjeżdżałem na swoje wyprawy.

Wylew, którego doznała, był dla mnie wstrząsem. Akurat w tym dniu ją odwiedziłem. Widziałem, że źle się czuje, ale nie spodziewałem się, że to się tak potoczy. Mama upadła, wracając z łazienki, i w jednej chwili straciła władzę w nogach i lewej ręce. Wezwałem pogotowie. Zabrano ją na neurologię na długie trzy miesiące, później przeszła rehabilitację w sanatorium i wreszcie wróciła do domu.

Musiałem zmienić wszystkie moje życiowe plany i tryb życia. Stałem się jej kucharzem, pielęgniarzem, człowiekiem do towarzystwa, słowem - wszystkim. Początkowo robiłem wszystko z wielkim zapałem i nadzieją, że jej stan zdrowia się poprawi. Z czasem zdałem sobie jednak sprawę, że dolegliwości nie ustąpią, a wręcz przeciwnie: będą się z roku na rok nasilać, że mama będzie wkrótce potrzebowała całodobowej, ciągłej opieki.

Teraz także mnie potrzebne było wsparcie. Poszedłem do psychologa, ale po pewnym czasie musiałem zrezygnować z jego pomocy. Wizyty były za drogie. Mama potrzebowała bardzo drogich leków, do domu przychodziła rehabilitantka, to wszystko pochłaniało wiele pieniędzy.

Z trudem radziłem sobie z sytuacją, zacząłem się załamywać. Wtedy przypomniałem sobie, że moja mama zawsze modliła się za mnie na różańcu, i zacząłem się tak modlić.

Nadal mam wiele zajęć, a zdrowie mamy nie uległo poprawie, ale odzyskałem spokój. Mam bowiem pewność, że Matka Boża mnie nie opuści i pomoże mi w tej trudnej sytuacji, że znajdę siły, aby czuwać przy mamie tak długo, jak będzie trzeba.

Za: http://liturgia.wiara.pl

 

Wyszukaj

Świadectwa...

Dziś mogę ci przebaczyć

Opowieść Julii

Marka poznałam jeszcze w szkole średniej. Chodziliśmy do równoległych klas. On miał wtedy inną dziewczynę, ja - innego chłopca. Dopiero na balu maturalnym między nami zaiskrzyło. W czasie wakacji zaczęliśmy się spotykać, a już na Boże Narodzenie braliśmy ślub. Dwa lata później urodził się Bartek. Mieliśmy coraz mniej czasu dla siebie. Marek dużo pracował, żeby nas utrzymać, a ja studiowałam zaocznie pedagogikę i zajmowałam się dzieckiem. Często widywaliśmy się po dwie godziny dziennie - późnym wieczorem albo wcześnie rano. Wtedy Marek znalazł ogłoszenie o pracy w Niemczech.

Więcej …

Tłumaczenie Strony

Sonda

Czy modlisz się w intencjach Krucjaty Różańcowej i w intencjach, które wszyscy do Krucjaty przesyłają?
 

STATYSTYKI

Odsłon : 45340

Online na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 2 gości