| Odnalazła drogę |
|
|
|
| O Różańcu - Świadectwa |
| niedziela, 07 marca 2010 16:10 |
|
Opowieść Romana Bardzo kochałem moją wnuczkę Kamilkę. Od małego dziecka się nią opiekowałem, ponieważ córka dużo pracowała. Kamila nie znała swojego ojca. Zostawił Zosię już w ciąży i nie interesowały go jej dalsze losy. Tak więc byłem dla dziewczynki nie tylko dziadkiem, ale i ojcem. To ja naprawiałem jej zabawki, usypiałem do snu, karmiłem, chodziłem z nią na spacery. To ze mną wyrywała pierwszy ząbek i to ja uczyłem ją modlitwy i pierwszy poznałem jej chłopaka. Nic więc dziwnego, że losy dziewczynki bardzo mnie obchodziły. Zosia także bardzo kochała córeczkę, ale pozwalała jej na wszystko. Była wybuchowa i niecierpliwa, toteż Kamilka miała przed nią swoje tajemnice, z których zwierzała się tylko mnie. Dziewczynka rosła jak na drożdżach. Dobrze się uczyła i nie sprawiała zbyt wielu kłopotów wychowawczych. Moja córka z dumą patrzyła na Kamilkę. Przyszedł jednak trudny czas dojrzewania. Wnuczka miała nowych znajomych. Stała się skryta i nie dopuszczała do swoich tajemnic także i mnie. - Kamciu, chodź ze mną na działkę - prosiłem - chcę pozbierać truskawki. - Idź, dziadziu, sam, ja się umówiłam. - Z kim się tak umawiasz? Powiedz staremu dziadkowi. - Ojej, z kumplami! Co ty, dziadziu, młody nie byłeś? Kolegów nie miałeś? - Miałem, wnusiu, tylko ja nie byłem taki tajemniczy. - Inne czasy, dziadku - kwitowała moje uwagi wnuczka - i biegła na umówione spotkania. Mijały lata. Pewnego wieczoru, przy kolacji powiedziała nam nagle, że się wyprowadza. - Na litość Boską, gdzie? - krzyknęła z przerażeniem w głosie jej matka. - Do Mateusza. - Do Mateusza? A kto to taki? - To jest obecnie mój chłopak. Właśnie wczoraj wynajął mieszkanie, gdzie wspólnie zamieszkamy. - Kamilko, nic nam o nim nie mówiłaś - powiedziałem najspokojniej, jak potrafiłem. - Bo nie chciałam. Mam swoje życie, nie chcę, żebyście się mną za bardzo interesowali. - To przedstaw go nam chociaż. - Teraz jeszcze nie jest na to czas - odpowiedziała spokojnie Kamila. Oboje z córką byliśmy zdruzgotani. Nasza wypieszczona dziewczynka chce zamieszkać z jakimś nieznanym nam mężczyzną. - Nie pozwalam! - krzyknęła Zosia. - Nie pozwalam i już! - Ja się już ciebie o pozwolenie nie muszę pytać. Mam dziewiętnaście lat! - odpaliła matce dziewczyna i poszła do swojego pokoju. Następnego dnia wyszła już spakowana. Popatrzyła na mnie ze smutkiem w oczach i poszła. To jej spojrzenie wywołało wielki niepokój w moim sercu. Chodziłem z kąta w kąt, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Bomba wybuchła, gdy córka wróciła z pracy. - Wiem już, kim jest ten Mateusz - wołała od progu. - To żonaty człowiek, żonaty! Rozumiesz?! - O, Boże! - jęknąłem tylko. - A kim on jest? Co robi? Trzeba z nim porozmawiać. - Jest prezesem zakładu poligraficznego. Bogaty, dobrze sytuowany. - To ja do niego pójdę - zdecydowałem. - Nie, jestem jej matką, to ja pójdę - powiedziała twardo Zosia. Istotnie, następnego dnia poszła. Czekałem na nią długo. Wreszcie wróciła. - Wiesz, właściwie to jest porządny człowiek - powiedziała. - Nie masz pojęcia, jakim luksusem otoczył Kamilkę. - Ależ, Zosiu, przecież jeszcze wczoraj mówiłaś, że jest żonaty. - Co z tego? Rozwiedzie się. Najważniejsze, że jest miły i przystojny, i że Kamilka będzie żyć w dostatku. - Chyba żartujesz! - krzyknąłem. - Chcesz, żeby nasza Kamilka była utrzymanką jakiegoś faceta? - Zaraz utrzymanką! - żachnęła się Zosia. - To bardzo miły człowiek. Wpadłem w rozpacz. Chciałem pomóc Kamili, ale miałem przeciwko sobie moją córkę. Poszedłem po radę do księdza proboszcza. - Módl się, kochany - powiedział - na różańcu się módl. Nie masz łatwego zadania. A gdzie to wnuczka teraz mieszka? - Na Mickiewicza. - Pójdę tam kiedyś - obiecał kapłan. Postanowiłem żarliwie się modlić. Codziennie przystępowałem do komunii i odmawiałem różaniec. Trwało to pół roku. Pewnego zimowego dnia ktoś zadzwonił do drzwi. Stała w nich moja wnuczka. - Mogę wejść, dziadku? - zapytała cicho. - Dziecko drogie, to przecież jest twój dom - powiedziałem - wchodź! - Mateusz wrócił do żony. Tak naprawdę nigdy nie chciał się z nią rozejść. Ona jest w ciąży. Oszukał mnie - i wybuchła płaczem. Przytuliłem wnuczkę najmocniej, jak umiałem. Zrobiłem jej herbatę, dałem obiad i czekałem na Zosię. I ona rozpłakała się nad losem Kamili. Znowu poszedłem, do księdza proboszcza. Opowiedziałem mu wszystko. - Popłacze i przestanie - powiedział ksiądz - a z grzechem zerwała i godnie żyć będzie. Postaram się jej pomóc. Proszę przyjść do mnie we wtorek po Mszy. Nasz poczciwy proboszcz zaproponował Kamilce tygodniowe rekolekcje poświęcone rozeznaniu powołania. Dziewczyna z oporami wprawdzie, ale pojechała. Wróciła umocniona duchowo i wyciszona. Bardzo się zmieniła. Poszła do pracy, pomagała w domu, chodziła codziennie do kościoła. Była ciepła i otwarta w kontaktach z innymi ludźmi. Dziś moja wnuczka studiuje teologię. Chce zostać katechetką. Zosia jest bardzo dumna z córki. Pomaga teraz wychowywać dzieci swojej kuzynce. Matka Boża przemieniła w życiu Kamili zło w najpiękniejsze dobro i za to Jej dziękuję. |